|
Blog > Komentarze do wpisu
Graduation part 2 II [+18]
hej, miałam problemy z betą... czekałam na zabetowanie dłuuugi czas i się nie doczekałam, więc oddaję bez bety, mam nadzieję, że nie pobijecie... starałam się to sama jakoś ogarnąć. tak więc zapraszam na końcówkę drugiej części, część III u bety, mam nadzieję, że będzie szybko dostarczona :D smacznego, Gee :))
Szybko wypracował rytm, w którym wszystkie trzy Hermiony błagały o ulgę. Długie, powolne pociągnięcia jego języka przeplatały się z nagłymi pchnięciami ku jej wnętrzu i z szybkimi, mocnymi uderzeniami jej łechtaczki. Palce Prawdziwej Hermiony poruszały się z zawrotną prędkością pocierając jej wrażliwy punkt i sięgając do jej wnętrza, aby naśladować jego ruchy. Fikcyjna Hermiona sięgnęła w tył, aby chwycić się oparcia; jej głowa opadła w dół, a usta wołały jego imię raz za razem. Jego język pracował szybciej. Jeszcze bardziej przybliżyła się do jego twarzy. Jej palce, pokryte w całości sokami, brutalnie pocierały łechtaczkę. Jego oddech był urywany, a wdychane powietrze płynęło krótkimi strumieniami, akompaniując niskim warknięciom Wygięła swoje plecy w łuk. Użył swoich palców, aby rozewrzeć jej wnętrze jeszcze bardziej zamykając swoje usta wokół jej pulsującego punktu. Jego usta zassały ją delikatnie, kiedy jego język krążył w niej bez końca. Lizanie… Ssanie… Jęki… Napieranie… Ich oczy się spotkały i doszła. W swoim pokoju Prawdziwa Hermiona stłumiła krzyk poduszką, zaciskając uda ciasno na swej dłoni. Fikcyjna Hermiona na łóżku krzyczała bez opamiętania, dziko wyginając biodra w kierunku ust Snape’a, kiedy ten przytrzymywał ją nie czekając, aż jej orgazm minie. Jego długie włosy latały wokoło, kiedy język kontynuował plądrowanie jej muszelki. - SEVERUS! AAAH, SEVERUS! W swoim pokoju, ręka Snape’a poruszała się szybciej i szybciej, w górę i w dół na jego stwardniałym trzonie. Nie zdawał sobie nawet sprawy, że jęczał razem z nią. Patrząc w jego oczy, prosiła. - Wewnątrz mnie. Proszę. Potrzebuję cię, teraz… proszę! - Bogowie! – zawołał, kiedy Fikcyjny Snape oderwał swoje usta od niej i podciągnął swoje ciało w górę. Wciąż patrząc w jej oczy, wziął swojego penisa w rękę i użył jego główki do rysowania małych kółek wokoło jej wciąż mokrej łechtaczki. - Teraz, proszę, teraz, bogowie, Severus, teraz! – jej błagania przeszły w urywany szloch, który zmieszał się z jego szarpanym płaczem, kiedy zatracił się w niej całkowicie za pomocą jednego pchnięcia. Na swoich kolanach, na łóżku, przeniósł jej nogi na swoje ramiona i zaczął wchodzić w nią bez jakichkolwiek oznak delikatności. W swoim łóżku, Hermiona czuła swoją wilgoć spływającą po jej udach, kiedy wypełniała się najpierw jednym palcem, następnie dwoma. Głowa Prawdziwego Snape’a była odrzucona do tyłu, jego wyraz jego twarzy wskazywał na balansowanie na pograniczu między przyjemnością, a bólem. Jego palce bawiły się jego penisem na całej jego długości oraz owijając się wokół jego główki. Obserwująca Hermiona i Obserwujący Snape stali kilkanaście centymetrów od siebie, wpatrzeni w siebie nawzajem, oddychając z trudem. Fikcyjny Snape dyszał coraz głośniej przy każdym uderzeniu. Płakała, kiedy wchodził w nią raz za razem, próbując wniknąć jeszcze głębiej i kiedy uniósł ręce, aby delikatnie drażnić jej sutki. Uderzenie! Uderzenie! Uderzenie! Była taka ciasna, taka gorąca, taka mokra! - Bogowie, Hermiono! - Severus! Tak, tak, Severus! Pchnięcie! Pchnięcie! Przeczesywała swoimi palcami jego klatkę piersiową, ramiona, szyję… wszystko, co mogła dosięgnąć. Kiedy sięgnęła do przodu, aby objąć jego pośladki i przyciągnąć go jeszcze bliżej, aby mógł wejść głębiej, złamał się. - Zaraz…, oh bogowie, wiedźmo, teraz! Uderzenie! Uderzenie! - Tak, dojdź we mnie! Ooooh… teraz! Fikcyjny Snape odrzucił swoją głowę do tyłu i wydał z siebie ryk, który mógłby zawstydzić nawet Lupina, kiedy wystrzelił głęboko w niej. Prawdziwy Snape wrzasnął jej imię, kiedy gorący gęsty płyn wytrysnął na jego uda i brzuch. Obserwujący Snape sięgnął w jej kierunku. Nie mógł jej dotknąć. Trwali tak wpatrzeni w siebie nawzajem z galopującymi sercami. Na łóżku, Fikcyjny Snape z Hermioną leżeli bez ruchu, a jedynym dźwiękiem, jaki można było usłyszeć były ich ciężkie oddechy. Łzy wypełniły oczy wszystkich trzech postaci Hermiony. Raz, z powodu obezwładniającej żądzy, która właśnie wypełniła każdą część jej jestestwa, a dwa, z powodu udręki i niesprawiedliwości, z jaką musiała się zmierzyć nie mogąc dotknąć skóry mężczyzny, którego pragnęła bardziej, niż jakiejkolwiek książki, którą kiedykolwiek przeczytała. - Nie wiem, czy jestem w stanie to ciągnąć. – przyznała. - Przepraszam. – odpowiedział, próbując odzyskać nad sobą kontrolę. Był zszokowany, słysząc te słowa wychodzące z jego ust, ale pozostawił je bez komentarza. – To jest zbyt trudne, spróbuję zostawić cię w spokoju. - Potrafisz to zrobić? Patrzył na nią przez dłuższy czas, obserwując mokrą stróżkę, którą stworzyła łza spływająca w dół jej policzka ku kącikowi jej ust. Oh, jak pragnął sięgnąć w dół i złapać ją koniuszkiem swojego języka! Czy potrafiłby trzymać się od niej z daleka? Znał odpowiedź od dawna, ale mimo tego wciąż, od samego początku, próbował jej zaprzeczyć. Nie tylko myślał o niej, kiedy była na jego zajęciach; jego myśli błądziły ku niej w ciągu całego dnia i, jak się okazało, nie opuszczały jej osoby też w nocy. Złapał się na tym, że spogląda na zegarek częściej, niż miał w zwyczaju wcześniej, odliczając minuty do momentu, kiedy mógł nawiedzić jej myśli jeszcze raz. Teraz, kiedy już obydwoje wiedzieli o swoim wzajemnym zainteresowaniu, nie czuł żadnej winy w związku tym, że czuje do nie pociąg. Jego myśli, fantazje stały się jeszcze bardziej sprośne. Nocami, patrolując korytarze spostrzegł, że zauważa małe zakątki i ukryte zakamarki, którym nigdy wcześniej nie poświęcał wiele uwagi. Nagle wyobrażał sobie tam siebie z Hermioną, splątanych w różnych rodzajach zmysłowych i zaprzeczających grawitacji pozycjach, kuszących los możliwością, że zostaną odkryci. Te myśli nie wydawały mu się złe. Co odkrył, że mu przeszkadzało, to obrazy, które przemykały przez jego myśli, a które nie były natury seksualnej. Pierwsze promienie słońca pełzające ponad jego głową, tam, gdzie spali w swoich ramionach… Hermiona wpół leżąca na w jednym z jego foteli, z nogami przerzuconymi przez jedną stronę, z książką w ręce, ze swoim przeklętym kotem zwiniętym obok niej… moment powrotu do swoich komnat po nauczycielskim spotkaniu, aby odkryć, że przygotowała dla niego specjalny posiłek… te sceny sprawiały, że czuł dyskomfort. Nie wahał się dopuszczając do pieprzenia się z tą kobietą. Jednakże, pozwalanie sobie na uczucie wobec niej było całkowicie inną historią. Czy graniczył z obsesją? Tak. Ale to nie czyniło z niego złej osoby… prawda? Wciąż patrzyła na niego, czekając na jego odpowiedź. Był cały obolały od wysiłku, jaki włożył w ich stosunek w myślach i od rzeczywistej chęci poczucia jej poruszającej się pod nim naprawdę. - Nie. – odpowiedział zgodnie z prawdą. - Oh, dzięki Merlinowi! – odetchnęła, a on się zaśmiał. Zadrżała na ten dźwięk – okazało się, że jego śmiech pobudza ją tak samo, jak jego głos lub jego wyobraźnia. - Powinienem teraz już sobie pójść – powiedział. – Myślisz, że zdołasz zasnąć? - Oh, myślę, że tak. – wymruczała. – A ty? - A widzisz tu błyskawicę?- spytał wskazując na czoło i uśmiechając się złośliwie, przez co został nagrodzony wybuchem śmiechu od Hermiony. Był zadziwiony tym, jak dobrze się dzięki niemu czuł… minęły wieki, odkąd sprawił, że ktokolwiek zaśmiał się w ten sposób. - Dobranoc, Hermiono – wyszeptał i kiedy tylko poczuła, jak wyciągnął się z jej umysłu, otworzyła oczy Jej pokój wyglądał tak samo, ale nie mogła oprzeć się wrażeniu, że coś się zmieniło. Wiedziała, że to głupie… ktokolwiek, komu by o tym powiedziała, śmiałby się. Nie to, żeby kiedykolwiek mogła to zrobić…, ale czuła, że ona i Snape właśnie się do siebie w jakiś sposób zbliżyli. Nie mogłaby dać się nabrać, wierząc, że mu na niej zależało. Ponieważ, on nie był po prostu takim typem mężczyzny. Chciał jej, to wiedziała, ale tylko w czysto seksualnej sferze. Ale coś… coś w związku z tym zjednoczeniem we wspólnej fantazji sprawiało wrażenie inności. To prawdopodobnie, dlatego, że tym razem mogliśmy siebie zobaczyć, racjonalizowała, kiedy wymamrotała zaklęcie czyszczące i zawinęła się pod kocem. To po prostu wydawało się bardziej intymne. To wszystko. Sześć tygodni do zakończenia. sobota, 12 listopada 2011, geesarts
Komentarze
2011/11/12 22:28:15
Naprawdę, wybacz mi Gee. Nie wiem jak się z tego wytłumaczyć. Powiem tyle, że nie robisz jakichś kolosalnych błędów, widzę, że i z centaura się jakoś wykaraskałaś :) A sam tekst cudowny :)
2011/11/13 15:24:36
Och.
No. To było piękne. A to odliczanie tych tygodni do zakończenia... Nic, tylko myśleć o tym, jak długo będą się sobą cieszyć w rzeczywistości i czy starczy im sił xd 2011/11/20 19:26:32
Nie mogę się już doczekać zakończenia. Po prostu nosi mnie lekko. Co do notki. Nie wiem czy dałabym radę napisać coś takiego. To jest świetne, napisane w taki sposób, że można wczuć się w bohaterów. Nie znalazłam żadnych błędów. Ogólnie to idę czytać dalej :)
2011/11/22 21:34:31
Lecimy dalej... ;) Zgadzam się z ines_mp, że nie czytając nie czuje się, że to tłumaczenie. Kawał dobrej roboty! Chodź autorce tez muszę napisać komentarz wychwalający jej wyobraźnię. Stworzyła coś... coś unikatowego. Opisuje stricte sceny seksu, do cholery jasnej!, a ja wciąż czuję niedosyt. Czuć, że to jeszcze NIE TO... heh, urodzona nimfomanka ze mnie... xD
|
|
I bardzo mi się podobał nie tylko gorący opis na początku, ale też uczucia, które wprost emanowały z tego tekstu.
Co jeszcze? No cóż, nie jestem w stanie więcej napisać, więc wybacz ^^
Pozdrawiam i życzę Weny do tłumaczenia ;)
Ines